heading article

Informacje

Informacje

Kto chciał sfaulować Lewandowskiego?

Adam Lewandowski, przewodniczący Rady Powiatu, niczym sławny imiennik z boiska wciąż jest w grze, choć przeciwnik chciał go kopnąć w kostkę. Jaki przeciwnik? Oto jest pytanie.

W tym numerze gazety zamiast pakietu kilku plotek, serwujemy jedną, ale za to porządną. W zasadzie jest to matka wszystkich plotek i klucz do zrozumienia wielu przedziwnych sytuacji, które dzieją się w powiecie mikołowskim. Po raz drugi w tym sezonie politycznym podjęto próbę zrzucenia Adama Lewandowskiego ze stołka przewodniczącego Rady Powiatu. I po raz kolejny obronił stanowisko. Dziewięciu radnych było za, tylu samo przeciw, jeden wstrzymał się od głosu, a dwoje nie przyszło na sesję nadzwyczajną. Gdyby głosowanie było jawne, wiedzieliśmy wszystko. Na szczęście radni dbają o dozowanie napięcia i decyzje personalne podejmują w trybie tajnym. Czyli znamy wynik, ale nie wiemy, kto stoi za tym - w zależności z której strony patrząc - sukcesem albo porażką. Nie wiemy, ale możemy spekulować. Dziennikarz z poczytnej, tyskiej gazety popełnił obszerny artykuł na temat zamachu na Adama Lewandowskiego. Wplótł tę sytuację w fundamentalne zmagania dobra ze złem, czyli konflikt między dwiema największymi partiami, który ustawia polskie życie publiczne od 11 lat. Mimo sympatii dla autora, nie możemy podzielić jego diagnozy. To prawda, że Adam Lewandowski jest szefem powiatowych struktur PiS, a jego największy rywal, Mirosław Duży, pełni podobną funkcję w PO. Ale nie takie było tło tej „ustawki”.

Ważne jest pytanie, kto i po co próbował odwołać Adama Lewandowskiego? Ciekawszy kontekst ma jednak zagadka, dlaczego ta akcja okazała się nieskuteczna?

Z tego co wiemy, nie stał za tym Mirosław Duży. Z tej prostej przyczyny, że lider PO potrafi liczyć. W Radzie Powiatu jego partia oraz sojusznicy z PSL, Forum Samorządowego oraz Obywatelskiego Komitetu Samorządowego nie mają większości. Przeprowadzenie nieskutecznej próby odwołania tylko wzmocniłoby rywala. Jeżeli nie Duży, to kto? I teraz zaczyna się robić ciekawie. Koalicja rządząca powiatem mikołowskim jest chyba najbardziej egzotyczną ekipą wśród śląskich samorządów. Zbudowali ją działacze PiS, ludzie silnie związani z PO, czyli Adam Putkowski oraz Marek Balcer (niedawno złożył mandat) oraz towarzysze z PRL-owskim rodowodem, ze starostą Henrykiem Jaroszkiem na czele, który w starych, „dobrych” czasach był naczelnikiem Łazisk Górnych. Powiedzieć, że łączą ich trudne relacje, to nic nie powiedzieć.

Trwałość tej ekipy gwarantuje tylko jedno spoiwo, czyli niedopuszczenie Mirosława Dużego do władzy.

Adam Lewandowski nie może mu okazać cienia sympatii, bo nie pozwoli na to partyjna góra. Adam Putkowski, lider Gmin Ziemi Mikołowskiej, ma jeszcze silniejsze motywacje. Duży pozbawił go stanowiska szefa powiatowej PO, a z czasem doprowadził do usunięcia z partii. Inne, bardziej osobiste powody, kierują Henrykiem Jaroszkiem z Dla Gminy i Powiatu. W poprzednich kadencjach dogadywał się z Dużym, ale starosta może być tylko jeden. Było więcej niż pewne, że ten sojusz nie przetrwa kolejnej próby wyborczej. Nawet na przykładzie bieżącej, ogólnopolskiej polityki doskonale widać, że nie da się zbudować trwałego sojuszu tylko na fundamencie wspólnego wroga. I tak się dzieje też w powiecie mikołowskim. Rządząca koalicji aż trzeszczy od wewnętrznych konfliktów.

W samym klubie PiS nie ma zgody co do tego, czy na romansie z Jaroszkiem zyskują albo tracą.

Ale to nie jest jeszcze problem, ponieważ Adamowi Lewandowskiemu na razie udaje się zachować jedność swojej ekipy. Ale są problemy poważniejsze. Na wzmacnianiu pozycji Adama Lewandowskiego na pewno nie zależy Henrykowi Jaroszkowi. Zarówno starosta jak i przewodniczący Rady Powiatu zapewne wiedzą, że ich taktyczny sojusz zakończy się z upływem tej kadencji. Nie wiadomo, w jakim kierunku rozwinie się sytuacja polityczna w Polsce. PiS może stracić albo sporo zyskać, jeżeli rządowi uda się skutecznie zrealizować programy socjalne. Jeżeli prawdziwy okaże się drugi wariant, w najbliższych wyborach samorządowych radni tej partii na pewno zechcą wyjść z cienia Jaroszka i sięgną po jego stanowisko. Klucz do zrozumienia nieudanej próby puczu w Radzie Powiatu tkwi także we wcześniejszym głosowaniu nad absolutorium dla starosty. Henryk Jaroszek otrzymał poparcie znacznie większe, niż siły koalicji. Znaczy to, że swoich zwolenników miał także w obozie opozycji.

A to jest kolejny dowód na to, że w powiecie mikołowskim o wiele większe znaczenie od partyjnych sojuszy mają osobiste interesy i relacje.

I nadszedł wreszcie czas, aby poplotkować na temat potencjalnego następcy Adama Lewandowskiego. Z tego co udało nam się dowiedzieć, spekulowano o dwóch kandydatach z OKS, Tadeuszu Marszoliku i bardziej prawdopodobnym Eryku Muszerze. Obaj są zbyt doświadczonymi samorządowcami, aby godzić się na udział w takiej intrydze nie mając pewności, że plan się uda. Do skutecznego odwołania Lewandowskiego, potrzebne były głosy jego koalicyjnych kolegów.
W powiatowych kuluarach spekulowano, że przewaga za odwołaniem powinna sięgać trzech a nawet czterech głosów. Kto miał zdradzić? Tego na razie nie wiemy, a jak się dowiemy, to podzielimy się z Państwem tymi rewelacjami. W każdym razie misterny plan wziął w łeb. Dlaczego? Nie można wykluczyć, że część spiskowców przestraszyła się skutków tej akcji. Odwołany Lewandowski na pewno nie usiadłby w kącie i nie pisał pełnych żalów listów do „Naszej Gazety”. Zapewne doprowadziłby do rozpadu koalicji i nie wiadomo, kto wyszedłby zwycięsko z tego chaosu. Jedno jest pewne. Nie byliśmy świadkami ostatniej próby odwołania Adama Lewandowskiego.

Jerzy Filar

Śledź nas

Social & newsletter

Logo stopka

© 2020 © Wszelkie prawa zastrzeżone

Search