Informacje

Informacje

Bijemy się w cudze piersi

Georg (Jerzy) Polczyk tak bardzo się zdenerwował na artykuł w „Gazecie Mikołowskiej”, że aż zażądał sprostowania w... „Naszej Gazecie”. Spełniamy tę prośbę, bo czego się nie robi dla Czytelników z dalekiego Dortmundu.

Sytuacja jest trochę niezręczna, ale i pouczająca, zwłaszcza dla magistratu w Mikołowie, który z pieniędzy podatników utrzymuje swój organ prasowy. Jeden z Czytelników dał się zwieść informacji ze stopki redakcyjnej: „Gazeta Mikolowska - Magazyn Informacyjny Burmistrza i Rady Miasta oraz Wszystkich Mikolowian”.

- Szanowny Pan Redaktor Naczelny „Gazety Mikołowskiej” pomimo wcześniejszych rozmów na ten temat i uzgodnień drogą telefoniczną stanowczo odmówił jakiejkolwiek publikacji moich wyjaśnień dotyczących zaistniałej, kuriozalnej sytuacji w czasie uroczystości Złotych Godów w czerwcu tego roku. Obiecałem mu, że jak nie on, to znajdę kogoś innego, kto to wszystko opisze - wyjaśnia Jerzy Polczyk.

Nasz Czytelnik wraz z żoną obchodzili w 2019 roku 50. rocznicę pożycia małżeńskiego.

Z okazji Złotych Godów specjalne medale przyznaje Prezydent RP, a ich wręczanie z wielką pompą odbywa się w urzędach miejskich i gminnych. To są wzruszające i budujące uroczystości. W końcu nie każdemu z nas będzie dane przeżyć pół wieku z drugą osobą w zgodzie i miłości. W przypadku państwa Polczyków wystąpiła pewna niedogodność, ponieważ ich cała rodzina od 33 lat mieszka w Niemczech, a konkretnie w Dortmundzie. Nie powinno to mieć znaczenia, ponieważ oba kraje są członkami Unii Europejskiej.

Tymczasem zaczęły problemy.

- Nie uwierzycie Państwo ile trudu, zabiegów, wysiłku, upokorzeń i nerwów kosztowało mnie przekonywanie wszystkich po kolei co do sensowności przyznania nam tych medali. Prawie wszyscy próbowali mi wmówić, że my ze względu na adres zamieszkania niestety nie możemy takich medali otrzymać. Argumentacja w tej kwestii byla dla mnie nie do przyjęcia, nielogiczna, niemądra, a przede wszystkim nie-UNIJNA. Powiedziałem sobie tak: skoro wy nie możecie, to ja - Georg Polczyk - załatwię sobie te medale sam i przywiozę do Mikołowa, aby mi je wręczono. Tak się też stało. Na zaproszenie dla mnie i małżonki z Urzędu Stanu Cywilnego i burmistrza Mikołowa stawiłem się sam. Moja żona świadomie zrezygnowała z tej ceremonii motywując to tym, że wystarczy jej to, czego się nasłuchała w setkach rozmów telefonicznych pomiędzy mną a urzędami, z którymi załatwiałem ten temat. Trzy lata trwało załatwianie i walka o medale! Zważywszy na mój stan zdrowotny (po operacji serca) moje życie zapewne skróciło się przynajmniej o pięć lat. Może moja żona ma rację, ale ja z kolei lubię zawsze dochodzić prawdy i tego, co mi się z urzędu należy. Tak więc na uroczystość zorganizowaną 15. czerwca tego roku zabrałem do Mikołowa zamiast żony nasze wspólne zdjęcie. Działo to się w 52. rocznicę ślubu (plus jeden tydzień). I jeszcze coś niezbyt ciekawego i przyjemnego - po powrocie do domu po wspanialej uroczystości w Białym Domku i ukazaniu się lipcowej „Gazety Mikołowskiej” zacząłem otrzymywać telefony od bliskich i znajomych z delikatnymi zapytaniami, czy ja aby nie zostałem wdowcem? Moje żona - zapewniam - żyje i czuje się bardzo dobrze. Na zakończenie jeszcze raz ubolewam, że jako mikołowianin z „krwi i kości“ nie mogłem podzielić się moimi refleksjami w gazecie „wszystkich mikołowian”. Mam w moim rodzinnym mieście wielu przemiłych i przesympatycznych znajomych, począwszy od Pana Burmistrza, a skończywszy na byłych kolegach i koleżankach, ale na coś takiego na pewno nie zasłużyłem - kończy swoją opowieść Georg (Jerzy) Polczyk.

Śledź nas

Social & newsletter

Logo stopka

© 2020 © Wszelkie prawa zastrzeżone

Search