Informacje

Informacje

Cena z zaświatów

Najdroższa działka na Śląsku nie znajduje się w Katowicach czy Gliwicach, ale w Mikołowie. Nie uwierzą Państwo, o jaki teren chodzi...

W najszerszym miejscu działka przy ul. Okrzei mierzy 5 metrów, a w najwęższym 2,5. Długość - 30 metrów. Powierzchnia - 0,0109 hektara. Opis - długa, wąska kiszka, na której nie da się niczego zbudować. Ale to koniec atrakcji. Działka jest przytulona do cmentarza Parafii św. Wojciecha. W sąsiedztwie funkcjonuje warsztat samochodowy, więc siłą rzeczy do gleby muszą stamtąd przesiąkać smary, oleje, chemikalia. Położenie na zboczu górki cmentarnej powoduje spływ wód gruntowych z grobów. Z oczywistych względów nie wolno tutaj sadzić żadnych roślin jadalnych. Jedynie kwiaty i trawę. Wąski pas ziemi jest nieuzbrojony, czyli nie dochodzi tam prąd, woda, kanalizacja i gaz. Biorąc te wszystkie okoliczności pod uwagę, działka powinna wygrać w kategorii: najgorszy grunt w Mikołowie. Na logikę, miasto powinno pozbywać się takich terenów i całować po rękach, jeżeli znajdzie się ewentualny kupiec. Takim, zdroworozsądkowym podejściem kierowała się właścicielka sąsiedniej posesji. Chciała kupić wąski pas nieużytku i poszerzyć swój ogródek.

Miasto podało cenę i teraz uwaga: 43.050,00 zł (czterdzieści trzy tysiące pięćdziesiąt złotych), czyli  394,95 zł za jeden metr kwadratowy.

Dla porównania, w Katowicach metr kwadratowy uzbrojonej działki, w bardzo atrakcyjnej okolicy kosztuje od 150 do 350 zł. W Tychach, ceny rozpoczynają się od 60 zł. Generalnie, gdyby dobrze się rozejrzeć, w każdym śląskim mieście za 43 tys. zł można  kupić pięćsetmetrową działkę, na której można postawić dom.  W Mikołowie, w tej cenie należy się wąski pas zatrutej ziemi przy cmentarzu.

Rozeznaliśmy w magistracie, na czym polega absurd tej sytuacji. Okazuje się, że wyceny gruntów wykonuje rzeczoznawca, a na jego opinię nie mają wpływu burmistrz i jego zastępca. Można jedynie zapytać, po co im rzeczoznawca, który nie dba o interesy miasta? Nieużytek przy cmentarzu nie ma praktycznie żadnej wartości rynkowej. Jeżeli nie kupi go sąsiadka, nie kupi go nikt. A przy cenie 43 tys. zł, na transakcję się nie zanosi. Czasami słychać narzekania urzędników, że wpływy ze sprzedaży gruntów są mniejsze, niż oczekiwania. Oto jedna z odpowiedzi, dlaczego tak się dzieje.  (bl)

Śledź nas

Social & newsletter

Logo stopka

© 2020 © Wszelkie prawa zastrzeżone

Search