heading article

Informacje

Informacje

Gala boksu wyborczego

Najbardziej krwawa, wyborcza jatka szykuje się w Mikołowie, ale w pozostałych miejscowościach powiatu 21 października też zapowiada się ciekawa niedziela. W Wyrach walczą w białych rękawiczkach, ale ktoś przecież padnie na deski. W Łaziskach Górnych jeden z zawodników wszedł do ringu bez rozgrzewki. Teoretycznie nie sprzyja to zwycięstwu, ale sport wyborczy już nie takie cuda widział.

 

Przed miesiącem pisaliśmy, że Aleksander Wyra zapewne powalczy w Łaziskach Górnych sam z sobą. Nikt nie zgłaszał kontrkandydata, a z miejskiej giełdy plotek towarzyskich wiało nudą. Tymczasem rzutem na taśmę, swojego człowieka wystawiło do wyborczej walki Prawo i Sprawiedliwość. Wiąże się z tym cała masa spiskowych teorii. Jedna z nich głosi nawet, że poseł Izabela Kloc przed wyborami ma wyciągnąć obciążające „kwity” na ludzi łaziskiej władzy. Kiedy dowiedzą się o tym mieszkańcy, przeżyją szok, a Andrzej Pacha pojawi się, jako mąż opatrznościowy. Na razie, o żadnych kwitach nie słyszeliśmy, choć nie takie cuda dzieją się w Polsce.

 

Póki co przychylamy się do hipotezy, że kampania w Łaziskach Górnych nie oprze się o brudy, lecz o argumenty.

 

Nie jest tajemnicą, że obecny burmistrz Aleksander Wyra obawia się o los dużych zakładów pracy, które dają miastu spory dochód z podatków. Z kolei Andrzej Pacha, podobnie jak cały PiS, jest bojowo nastawiony do przyszłości i idzie pod sztandarem „damy radę”. Jednym słowem realizm zetrze się z optymizmem. Obu panom życzymy wszystkiego dobrego, choć trudno nie odnotować, że łaziscy bukmacherzy polityczni zdecydowanie obstawiają Wyrę. Znany w powiecie samorządowiec  chciał się z nami założyć o pół litra, że obecny burmistrz wygra z dwukrotną przewagą. Nie założyliśmy się, bo nie pijemy.

 

W Orzeszu też faworytem jest obecny burmistrz.

 

Mirosławowi Blaskiemu udało się uniknąć rywalizacji z kandydatami wystawionymi przez partie albo znane lokalne ugrupowania. O fotel burmistrza ubiega się też Mariusz Oleś, znany z propabrgowania sztuk walki. Czy z walki stoczonej 21 października wyjdzie zwycięsko? Znawcy wyborczego sportu stawiają raczej na obrońcę tytułu, niż na pretendenta. Na tym nie kończy się temat orzeskich wyborów. Partie z niezrozumiałych powodów nie wystawiły kandydatów na burmistrza, choć przecież zarówno Prawo i Sprawiedliwość jak i Platforma Obywatelska, ufarbowana na Koalicję Obywatelską nie byłyby bez szans. Marek Szafranie z PiS nie jest postacią anonimowa. To samo dotyczy Piotra Zienca z PO, który zamierza wrócić do lokalnej polityki otwierając listę do Rady Powiatu. W każdym razie partie odpuściły Blaskiemu, ale raczej nie popuszczą jeżeli chodzi o Radę Miejską. W Orzeszu przybywa mieszkańców i samorząd dostał za to bonus w postaci zwiększenia liczby radnych do 21. To oznacza, że w tej kadencji nie będzie już tak miło. Mirosław Blaski przyzwyczaił się do dużego poparcia w Radzie Miejskiej. PiS i PO wystawiają w tym sezonie silne listy, ze znanymi nazwiskami. Jeżeli obecny burmistrz wygra i chce przetrwać w ciszy i spokoju kolejnych pięć lat będzie musiał się z kimś dogadać. Nieoficjalnie wiadomo, że bliżej jest mu do PiS, niż do PO. W wymienionych miastach sytuacja nie jest jednoznaczna, ale w miarę przewidywalna.

 

Dla miłośników wyborczych emocji nie lada gratka szykuje się za to w Wyrach.

 

Trzy miesiące temu pisaliśmy, że wójt Barbarę Prasoł czeka w miarę spokojna kampania, chyba że znienacka wyskoczy Adam Myszor. I wykrakaliśmy. Choć z drugiej strony sami zastanawiamy się, czy chodzi o tego samego Myszora, który ubiegał się o ten urząd cztery lata temu? Jest to oczywiście zamierzony komplement pod adresem jego zmiany wizerunkowej. Media i wyborcy powinny docenić w politykach umiejętność uczenia się na własnych błędach. W tym środowisku jest to cecha równie rzadka, jak banknot stuzłotowy przed wypłatą. Myszorowi ta sztuka jednak się udała. Schudł, zmężniał, ożenił się. Przez trzy lata pracował, jako szef kancelarii prezydenta Świętochłowic, a to nie jest łatwe miejsce pracy. W każdym razie postanowił wrócić do lokalnej polityki i zbudować swój wizerunek na pozytywnym przekazie, a nie na krytyce rywalki. Pytanie za sto punktów brzmi, czy ta pozytywna metamorfoza wystarczy, aby pokonać lubianą i szanowaną wójt? Inaczej, niż cztery lata temu, kampania w Wyrach nie jest prowadzona w rękawicach bokserskich, lecz w jedwabnych rękawiczkach. Nie oznacza to, że brakuje tutaj zabawnych incydentów. Wójt wypuściła w ramach gadżetu wyborczego mini grę planszową, gdzie wyborca porusza się wzdłuż zrealizowanych w gminie inwestycji. Dołączono do tego kostkę i - uwaga - pionki. Myszor zripostował, że mieszkańcy Wyr i Gostyni nie są pionkami, ale graczami w miejskiej grze. Generalnie wynik jest nieprzewidywalny, a ze względu na udział trzeciego kandydata, druga tura wydaje się całkiem możliwa.

 

O sytuacji w Ornontowicach też często pisaliśmy w humorystycznej konwencji, że burmistrz Kazimierz Adamczyk rządzi tak długo, że powinien wejść na stałe do herbu gminy. W poprzedniej kadencji w ogóle nie było o czym pisać, bo był jedynym kandydatem.

 

Wszystko wygląda na to, że dobre czasy się skończyły.

 

Z wójtem zmierzy się Marcin Kotyczka z Obywatelskiego Komitetu Samorządowego. Na pewno nie można go lekceważyć, bo OKS jest chyba najlepiej zorganizowaną ekipą wyborczą w całym powiecie. Wszędzie są aktywni, a ich specjalnością są mocne listy do rad. Co ciekawe, jedyną miejscowością, gdzie wystawiają kandydata do walki o najważniejszy urząd, są Ornontowice. Niestety, nie potrafimy odpowiedzieć na pytanie, czy to jest dobra czy zła informacja dla obecnego wójta. (fil)

 

Śledź nas

Social & newsletter

Logo stopka

© 2020 © Wszelkie prawa zastrzeżone

Search