Informacje

Informacje

Mamy wspólny cel - chcemy pozytywnych zmian w Mikołowie

Rozmowa z Stanisławem Piechulą, zwycięzcą pierwszej tury wyborów na burmistrza Mikołowa

Po raz pierwszy od wielu lat pojawiła się realna szansa na zmianę układu trzymającego władzę w Mikołowie. Ci sami ludzie rządzą naszym miastem od 16 lat. Przykleili się do stołków, a Mikołów powoli staje się ich miastem prywatnym. Długoletnie sprawowanie władzy przez tę samą ekipę towarzysko-biznesową prowadzi do nepotyzmu i tłumienia demokracji lokalnej. Jeżeli teraz nie rozbijemy tego układu, oni będą rządzić dożywotnio.

- Wielu mieszkańców naszego miasta podkreśla, że nadchodzące wybory mogą mieć przełomowe znaczenie dla Mikołowa.
- To prawda. Po raz pierwszy od wielu lat pojawiła się realna szansa na zmianę układu trzymającego władzę w Mikołowie. Ci sami ludzie rządzą naszym miastem od 16 lat. Przykleili się do stołków, a Mikołów powoli staje się ich miastem prywatnym. Długoletnie sprawowanie władzy przez tę samą ekipę towarzysko-biznesową prowadzi do nepotyzmu i tłumienia demokracji lokalnej. Jeżeli teraz nie rozbijemy tego układu, oni będą rządzić dożywotnio.

- Adam Lewandowski, pana konkurent w pierwszej turze wyborów, postulował nawet, aby ograniczyć władzę burmistrzów do dwóch kadencji.
- Jak najbardziej podpisuję się pod tym postulatem. Im dłużej rządzi miastem ten sam człowiek, tym bardziej rośnie pokusa, aby korzystać z przywilejów władzy. Z drugiej strony, praca burmistrza nie jest etatem pozwalającym spokojnie przetrwać do emerytury. Jest to zajęcie wymagające odpowiedzialności, poświęcenia, odwagi i poczucia misji. Nie da się utrzymać takiego poziomu aktywności w nieskończoność. Dla każdego burmistrza nadejdzie czas, kiedy pomysły, energia zaczną się wyczerpywać i dojdzie do takiej sytuacji, jaką mieliśmy w Mikołowie, gdzie rolę i obowiązki burmistrza przejął jego zastępca.

- Jak Pan ocenia wynik wyborczy obecnego burmistrza?
- Trudno o bardziej czytelny sygnał, że mieszkańcy chcą zmian w naszym mieście. Ludzie mają już po prostu dość lekceważenia ze strony władz. Marek Balcer do tej pory nie przedstawiał programu na żadną z kolejnych kadencji. Nie zrobił tego także teraz, przed pierwszą turą wyborów. Dopiero w ubiegłym tygodniu, czując zagrożenie utraty fotela burmistrza ograniczył się do przepisania problemów poruszanych przez swoich konkurentów. Czy dalej sądzi, że wyborcy tego nie zauważą?

- Jak Pan ocenia wynik Adama Lewandowskiego, trzeciego z kandydatów do fotela burmistrza?
- Korzystając z okazji, chciałbym pogratulować Adamowi Lewandowskiemu świetnego wyniku. Zdobył 25 procent głosów, choć aktywnie uczestniczy w życiu politycznym naszego miast dopiero od trzech lat. Wielu wyborców obdarzyło Adama Lewandowskiego społecznym zaufaniem i mam nadzieję, że wykorzysta on ten kapitał dla dobra naszego miasta. Łączy nas wspólny cel – chcemy pozytywnych zmian w Mikołowie. Jeżeli po drugiej turze, zmieni się układ władzy w mieście, Adam Lewandowski także powinien czuć się zwycięzcą tych wyborów.

- Wykorzysta Pan pomysły z programu wyborczego Lewandowskiego?
- W wielu punktach nasze programy są zbieżne. Mamy podobną, bardzo krytyczną opinię na temat polityki mieszkaniowej, prowadzonej przez obecnego burmistrza. Nie godzimy się z niezrównoważonym rozwojem Mikołowa i degradacją niektórych dzielnic, w tym osiedla Mickiewicza. Za bardzo dobry uważam pomysł, aby umożliwić mieszkańcom zgłaszanie własnych projektów uchwał pod obrady sesji Rady Miejskiej. Wymagać to będzie zmiany regulaminu Rady, ale mam nadzieję, że wśród nowych radnych znajdę wielu sojuszników dla tego pomysłu.

- W dzień po ogłoszeniu wyników pierwszej tury, w miasto poszła plotka, że zamierza Pan zwalniać ludzi z urzędów.
- Nietrudno się domyśleć komu i dlaczego zależy na rozpowszechnianiu takich plotek. Tonący brzytwy się chwyta. Są w Mikołowie ludzie, którzy dla ratowania stołków nie cofną się nawet przed rozsiewaniem kłamstw i pomówień. Mogę wszystkich zapewnić, że nie zamierzam nikogo uczciwie pracującego zwalniać, a politykę kadrową chcę oprzeć tylko o kryteria kompetencji, uczciwości i zaangażowania w sprawy miasta, a nie konekcjach rodzinnych.

- Jak na mikołowskie standardy, kampania wyborcza miała wyjątkowo ostry i czasami brudny charakter. Na niektórych forach internetowych zestaw insynuacji pod pańskim adresem wystarczyłby na kilka procesów sądowych. Zaklejanie plakatów stało się normą…
- Jakoś mnie to nie dziwi. Znam determinację tych ludzi, którzy nie mogąc pogodzić się z myślą o utracie władzy sięgają po środki i metody, nie mające nic wspólnego z honorem i zasadami fair play. Zresztą, jak się okazuje, negatywna kampania jest mało skuteczna - wystarczy porównać wyniki z pierwszej tury. Ja się do takich metod nie uciekam i chyba docenili to wyborcy, obdarzając mnie tak wysokim zaufaniem. Niestety, brudna kampania psuje jakość życia publicznego w mieście. Mam nadzieję, że ci, którzy w ostatnich tygodniach rozpętali mikołowskie „piekiełko”, przynajmniej zdają sobie sprawę z tego, co zrobili.

- Dlaczego nie chciał Pan wziąć udziału w debacie z burmistrzem?
- To jakieś żarty. O całej sprawie dowiedziałem się z mediów. Burmistrz poinformował dziennikarzy oraz mieszkańców o miejscu i dacie debaty, „zapominając” o uzyskaniu ode mnie informacji, że wezmę w niej udział. Zrobił to zapewne celowo, wiedząc że tego wieczoru mam zaplanowane spotkania z mieszkańcami Kamionki. Po raz kolejny Marek Balcer pokazał, że nie szanuje przeciwników i manipuluje opinią mieszkańców, usiłując zrzucić na mnie fiasko debaty. Poza tym, co nowego ma do powiedzenia burmistrz? Wiemy, na co go stać i oceniliśmy jego rządy w pierwszej turze wyborów.

Rozmawiał: Jerzy Filar

Śledź nas

Social & newsletter

Logo stopka

© 2020 © Wszelkie prawa zastrzeżone

Search