heading article

Informacje

Informacje

Mikołów wpuszczony w kanał

Wracamy do tematu kanalizacji w Mikołowie. Ta sprawa nie ucichnie, dopóki  nie przestaną wychodzić na jaw kolejne informacje, odsłaniające kulisy inwestycji, która miała być kołem zamachowym,  a stała się  hamulcem rozwoju miasta. Już w marcu 2007 roku, podczas spotkania w Warszawie, eksperci Narodowego  Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej ostrzegali delegację z Mikołowa, aby nie fundowali mieszkańcom kan  alizacji wartej trzy razy więcej, niż roczny budżet miasta. Te przestrogi nie zrobiły wrażenia. Podczas sesji Rady Miejskiej Miko  łowa w maju 2007 roku, Adam Putkowski, ówczesny wiceburmistrz, zapewniał, że cena za wodę i ścieki nigdy nie osiągnie astron  omicznej kwoty 25 zł za metr sześcienny. Mylił się. Zakład Inżynierii Miejskiej, gdzie Putkowski jest wiceprezesem, zaproponow  ał, aby właśnie tyle wynosiła tegoroczna taryfa.

Książki czy filmy mają często prologi. Niech wprowadzeniem do historii o mikołowskiej kanalizacji będzie protokół z sesji Rady Miejskiej w maju 2007 roku. W historyczną dla miasta polemikę wdali się radny Józef Gryt i wiceburmistrz Adam Putkowski.

- Są wyliczenia, które niestety uderzają po kieszeni mieszkańców. Nie chcę krytykować pozyskiwania funduszy europejskich, ale gdzieś został zgubiony obywatel. Cena ścieków po zakończonej inwestycji będzie na poziomie 25 zł za metr sześcienny. Zakład Inżynierii Miejskiej będzie zmuszony zaciągnąć pożyczki na wkład własny i myślę, że te opłaty zostaną przerzucone również na obywateli - alarmował Józef Gryt, radny i pracownik ZIM.

Innego zdania był Adam Putkowski. Zapewnił, że na pewno stawki za wodę i ścieki nie sięgną tak astronomicznych kwot. Wystąpienie Gryta nazwał demagogicznym.

- W imieniu burmistrza miasta i własnym zapewniam, iż nie dopuszczę, żeby spełnił się czarny scenariusz tej prezentacji - deklarował wiceburmistrz Putkowski.

Od tamtej sesji Rady Miejskiej minęło prawie dziewięć lat. Historia przyznała rację Grytowi, choć za głoszenie „demagogicznych” poglądów został zwolniony z pracy.

ZIM zaproponował, aby tegoroczna taryfa za wodę i ścieki wynosiła… 25 zł. Burmistrz Stanisław Piechula nie zgodził się i utrzymał stawki na poziomie z ubiegłego roku, czyli 22,62 zł. Józef Gryt w jeszcze jednym miał rację. Obciążenie za kanalizację spadło na barki mieszkańców. Władze dopłacają do tego interesu 8 mln zł rocznie. Są to pieniądze zabrane z innych miejskich „działek”. Sąsiednie Łaziska Górne budują nowoczesny, profesjonalny i duży ośrodek zdrowia. Koszt tej inwestycji wynosi niecałe 8 mln zł. Gdyby nie dopłata do kanalizacji, Mikołów mógłby sobie stawiać taki ośrodek każdego roku. Ale ten przykład nie jest najlepszy, bo służba zdrowia nie funkcjonuje w mieście źle. Bolączką Mikołowa jest brak mieszkań i kiepskie drogi. Za 8 mln zł rocznie można sporo wybudować i wyremontować. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że z powodu „inwestycji stulecia”

Mikołów stanął w miejscu i nie ma rady, aby było inaczej. To se ne vrati - jak mawiają bracia Czesi.

Adam Putkowski miał rację mówiąc podczas sesji w 2007 roku, że kanalizacja podniesie standardy życia mieszkańców. Mylił się natomiast w zapowiedziach, że zwiększy ona atrakcyjność inwestycyjną miasta, a przedsiębiorcy zaczną tutaj walić drzwiami i oknami. Mikołowa nie czeka gospodarczy bum. Inwestorzy szukają lepiej skomunikowanych miast. Jedynym łącznikiem z autostradami jest dla Mikołowa wąska i niebezpieczna ul. Gliwicka. Poza tym, przedsiębiorców odstrasza wyśrubowana taryfa za wodę i ścieki. Miasto dokłada tylko do odbiorców indywidualnych. Firmy płacą pełną stawkę. Przedsiębiorstwa, gdzie woda stanowi ważny element procesu technologicznego, szukają tańszych miast. Czy kanalizacja musiała być tak droga? Nie. W marcu 2007 roku delegacja z Mikołowa pojechała do Warszawy na spotkanie do Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. W tej instytucji pracują fachowcy, którzy w skali kraju dzielą unijną kasę i z racji zawodowego doświadczenia doskonale znają się na gospodarce wodno-ściekowej.

Podczas spotkania, przedstawiciele władz Mikołowa dostali ostrzeżenie, że powinni planować kanalizację na miarę swoich możliwości budżetowych.

Roczne dochody Mikołowa wynosiły wtedy około 100 mln zł i trzymanie się tej granicy zalecali eksperci NFOŚiGW. Nie posłuchano tych przestróg. Ostateczny kosztorys kanalizacji, przyjęty w 2009 roku wyniósł 405 mln zł netto, czyli pół miliarda w kwotach brutto. To trzy razy więcej, niż wynosi aktualny budżet Mikołowa. Dla porównaniu, w tym roku dwuetapowy projekt kanalizacyjny kończy Zabrze.

Inwestycja objęła prawie całe miasto, a pierwsze przymiarki rozpoczęły się w 2004 roku. Koszt całości wyniósł 760 mln zł. Tegoroczny budżet zamknął się w kwocie 788 mln zł. Proporcję „jeden do jeden”, zalecaną przez NFOŚiGW, przyjęło nie tylko Zabrze, ale większość miast budujących kanalizację. Mikołów z trzykrotnym „przebiciem” bije w tym zestawieniu wszelkie rekordy. W fazie projektowej kanalizacji, rozważano także tańsze opcje.

Pojawiły się plany, aby część ścieków „eksportować” do innych miast.

Nieczystości z Kamionki miały przyjąć Katowice, a z Borowej Wsi i Śmiłowic, Ruda Śląska. Koncepcja upadła, ponieważ ówczesne władze obawiały się… zmiany cen u odbiorców zewnętrznych. Z perspektywy lat brzmi to jak gorzka ironia. Woda i ścieki kosztują w Katowicach 14,11 zł, a w Rudzie Śląskiej 13,79 zł.

Dlaczego władze Mikołowa zdecydowały się na tak ryzykowne przedsięwzięcie?

Oczywiście, trudno zarzucać złe intencje Markowi Balcerowi i Adamowi Putkowskiemu. Zależało im przecież na głosach wyborców, ale w zabiegach o uznanie mieszkańców, zwyczajnie przeszarżowali. W poprzednich latach, ambicją prawie każdego wójta, burmistrza czy prezydenta było pozyskiwanie jak największej kwoty środków unijnych. Ofiarą tej rywalizacji padł mikołowski duet. Dzięki kanalizacji, rządzone przez nich miasto powędrowało na same szczyty listy samorządów, które najlepiej radzą sobie z pozyskiwaniem pieniędzy z Unii Europejskiej. Ale wpadli we własną pułapkę.

- Moim zdaniem zarządzający miastem zachłysnęli się możliwością zdobycia niesamowitych jak na Mikołów pieniędzy i wybudowania czegoś wiekopomnego. Ten cel przysłonił całą resztę, także racjonalne argumenty - mówi Stanisław Piechula, burmistrz Mikołowa.

Z udźwignięciem tak kosztownej kanalizacji spokojnie poradziłoby sobie stutysięczne miasto, ale nie Mikołów liczący 40 tys. mieszkańców. Szkoda, że Balcer i Putkowski nie dopuszczali do siebie krytycznych głosów. Los Józefa Gryta podzielił także Władysław Spyrka, który w grudniu 2007 roku został zwolniony z funkcji prezesa ZIM. Niedawno burmistrz Stanisław Piechula ściągnął go z powrotem do Rady Nadzorczej spółki.

Innym, dyskusyjnym i kosztownym problemem, są osławione kamionkowe rury. Wybrano jedne z najdroższych.

W specyfikacji przetargowej postawiono tak rygorystyczne warunki, że mogła im sprostać tylko jedna firma w Polsce. Sprawą w 2010 roku zainteresowało się Centralne Biuro Antykorupcyjne. Śledztwo umorzono.

Skoro CBA nie znalazło podejrzanych powiązań między zleceniodawcą a producentem rur, nie ma sensu wracać do tych plotek.

Sam problem jednak pozostał. Na zlecenie obecnego burmistrza, ZIM przygotował obszerny raport na temat kanalizacji. Można w nim przeczytać, że wymogi i parametry techniczne miały zapewnić kanalizacji sprawne funkcjonowanie przez kilkadziesiąt, a nawet sto lat. To dyskusyjna sprawa. W dobie lawinowego postępu technicznego, planowanie czegokolwiek z myślą o wiekowej gwarancji, jest dosyć ryzykowne. Ochrona środowiska należy do dziedzin, gdzie technologiczne nowinki i epokowe wynalazki pojawiają się najszybciej.

Za sto lat, wkopane w ziemię rury do transportu nieczystości, mogą okazać się zabytkiem.

Ale to nie jest jedyny argument. Między innymi Józef Gryt miał wątpliwości, czy kamionkowe rury sprawdzą się na terenach zagrożonych eksploatacją górniczą? Nie minęło jeszcze sto lat, a już dochodzą sygnały o usterkach i wadach kanalizacji. Od niedawna, na polecenie obecnego burmistrza, do budowy kanalizacji można wykorzystywać także rury plastikowe. Mają podobne parametry technologiczne, ale w jednym biją na głowę swoje kamionkowe odpowiedniki. Są zdecydowanie tańsze, nawet o 30 proc.

Można teraz spekulować, o ile tańsza okazałaby się kanalizacja, gdyby od początku zdecydowano się na „plastiki”?

Problem w tym, że takie dyskusje do niczego już nie doprowadzą. Sytuacji nie da się odwrócić. Kanalizacja okazała się ważną i potrzebną inwestycją, ale z powodu kosztów, zamiast kołem zamachowym stała się hamulcem rozwoju Mikołowa. Miasto budzi się z tą wiedzą, jak uczestnicy udanej i suto zakrapianej balangi. Wszyscy świetnie się bawili, ale teraz męczy ich kac. A jak wiadomo, z tą przypadłością nie da się walczyć. Trzeba ją przetrzymać i zapamiętać na przyszłość, że można się bawić, ale zawsze z umiarem.

Jerzy Filar

 

 

 

Śledź nas

Social & newsletter

Logo stopka

© 2020 © Wszelkie prawa zastrzeżone

Search