Informacje

Informacje

Mikołowskie wojny

Po raz pierwszy w Mikołowie i całym powiecie, burmistrz może zostać odwołany w czasie trwania kadencji. Inicjatorzy tej akcji muszą zebrać trzy tysiące podpisów pod wnioskiem o przeprowadzenie referendum. Ale to dopiero połowa sukcesu. W referendum, aby było ważne, musi zagłosować co najmniej 30 proc. osób uprawnionych do głosowania, czyli około siedem tysięcy.

Statystyka wszystkich referendów o odwołanie władz lokalnych jest podobna. Zazwyczaj 90 proc. osób głosuje na tak. I mniej więcej 90 proc. referendów jest nieważnych z powodu zbyt niskiej frekwencji. W tej grze liczb nie ma niczego zaskakującego. Do urn idą przede wszystkim ludzie mocno zmotywowani, którzy mają dość obecnej władzy. Ci, którzy podczas terminowych wyborów głosowali za burmistrzem, w czasie referendum siedzą zazwyczaj w domu, zgodnie z zasadą, że już raz podjęli decyzję i to wystarczy. W referendach kluczową rolę odgrywają emocje. W 2005 roku przeprowadzono nieskuteczną próbę odwołania Grzegorza Osyry, ówczesnego prezydenta Mysłowic. Opozycja w mieście miała mu sporo do zarzucenia. Na referendum zdecydowano się jednak wtedy, gdy padły podejrzenia, że w czasie kampanii wyborczej Osyra mógł się sam okaleczyć, aby wzbudzić współczucie wyborców. Miasto aż wrzało od emocji, ale ostatecznie do urn poszło 16 proc. uprawnionych. Referendalną weteranką jest Grażyna Dziedzic, prezydent Rudy Śląskiej. W pierwszej kadencji próbowano ją odwołać dwa razy. Pierwszą inicjatywę referendalną ogłoszono po rzekomym samobójstwie popularnej w mieście skarbniczki. Jej śmierć wiązano z konfliktem z prezydent Dziedzic. Do urn poszło sporo rudzian, ale do progu 30 proc. zabrakło kilku punktów procentowych. Jakby nie spojrzeć na mikołowskie zamieszanie, Stanisław Piechula dostarczył solidnego paliwa swoim przeciwnikom. Przyznanie się do romansu z asystentką uczyniło miasto sławnym, choć trudno uznać taką formę promocji za pożądaną. Oczywiście, negatywny odbiór „afery endorfinowej” nie przesądza o wyniku referendum. Wiele prób odwołania burmistrza czy prezydenta zakończyło się fiaskiem, ponieważ inicjatorzy akcji nie podsunęli mieszkańcom żadnej alternatywy. Podobnie jest w Mikołowie. Z przekazu płynącego ze strony referendystów dowiadujemy się, że Stanisław Piechula jest zły. A kto będzie dobry? (fil)

 

Fragmenty oświadczenia do mediów burmistrza Stanisława Piechuli

O referendum moi przeciwnicy mówili od samego początku tej kadencji, gdy tylko udało mi się wygrać wybory. Mieszkańcy, wybierając nowego burmistrza, zakończyli ponad dwudziestoletni okres rządów jednej grupy, która od lat dzieliła się mikołowską władzą. Wygrane wybory przez burmistrza spoza ówczesnej ekipy były nie lada zaskoczeniem i zwycięstwem nas wszystkich nad skostniałym układem. Wreszcie razem zaczęliśmy zmieniać Mikołów i otworzyliśmy go na mieszkańców. Miasto jest w dobrych rękach, zarządzane jest demokratycznie i transparentnie, a mieszkańcy wreszcie mają wpływ na rozwój swojego miasta.(…)

Referendum to prawo i narzędzie demokracji, ale w tym przypadku to wyłącznie gra polityczna przegranych i niezadowolonych. W ten sposób - za pieniądze Mikołowian, bo koszty referendum muszą zostać zapłacone z miejskiej kasy w wysokości prawie 100.000,00 zł - poprzednia ekipa chce przypomnieć o sobie. Wystarczy zobaczyć, kto wnioskuje o referendum i sprawa staje się zupełnie jasna. W większości są to radni lub zwolennicy ugrupowania byłego Burmistrza Balcera i ugrupowania byłego Wiceburmistrza Putkowskiego, a do tego dochodzą zwolennicy PiS. Oni również mają w tym swój polityczny interes, bo w razie odwołania mnie w referendum, to właśnie rząd PiS wyznaczy komisarza dla naszego miasta. Taki scenariusz sparaliżuje i zatrzyma wszystko, co zostało dotychczas rozpoczęte.

Uważam Mikołów za miasto z ogromnym potencjałem, cenię mieszkańców Mikołowa, wierzę w ich mądrość wyboru i ufam, że kierować się będą merytorycznymi argumentami, a nie politycznymi rozgrywkami. Sądzę, że referendum na nieco ponad rok przed wyborami to marnowanie cennego czasu i pieniędzy mieszkańców Mikołowa. To robienie sobie kampanii wyborczej za publiczne pieniądze przez wyżej wymienionych. Polityków, którzy poza krytyką i destrukcją nie mają nic do zaproponowania, nie potrafią przeboleć demokratycznej przegranej i współpracować ponad podziałami dla dobra naszego miasta. Wierzę w zdrowy rozsądek Mikołowian i mam nadzieję, że zbojkotują tą szkodliwą dla miasta inicjatywę.

 

 

Mirosław Duży, lider Platformy Obywatelskiej w powiecie mikołowskim

- Wśród inicjatorów referendum znalazła się, m.in. szefowa mikołowskiego koła Platformy Obywatelskiej. To dosyć zaskakująca sytuacja.
- Skierowałem do sądu koleżeńskiego Platformy Obywatelskiej wniosek o usunięcie tej pani z szeregów partii. Nie konsultowała swojej decyzji z powiatowymi i regionalnymi władzami PO, a przecież musiała mieć świadomość, że ta sytuacja zostanie politycznie wykorzystana przeciwko nam.

- Popiera Pan postawę burmistrza Piechuli?
- Każdy samorządowiec i polityk, który decyduje się na upublicznienie swojego życia prywatnego, ryzykuje, że odbije się to na jego karierze. Mieszkańcy na pewno takie sytuacje biorą pod uwagę podczas wyborów. Natomiast na pewno nie jest to powód do przeprowadzenia referendum. Burmistrzowi Piechuli nie postawiono żadnych zarzutów karnych, udaje mu się spinać miejski budżet, pomimo że odziedziczył po poprzedniku fatalną sytuację finansową. Jak każdemu z nas, także Stanisławowi Piechuli można coś zarzucić, ale na pewno nie to, że źle rządzi Mikołowem.

 

Adam Lewandowski, pełnomocnik Prawa i Sprawiedliwości w powiecie mikołowskim

Część mieszkańców Mikołowa mówi burmistrzowi „sprawdzam” i ich wolę należy uszanować. Oczywiście, wezmę udział w referendum. Nie dziwi mnie taki rozwój sytuacji w Mikołowie. Nie powiem, że mam z tego powodu satysfakcję, ale już w 2014 roku, po wyborach samorządowych, ostrzegałem, że Stanisław Piechula może nie sprawdzić się w nowej roli. Dziwi mnie, że burmistrz wykorzystuje tę niekomfortową dla siebie sytuację do politycznych gierek i straszy mikołowian Prawem i Sprawiedliwością, choć to przecież nie PiS jest źródłem jego problemów.

 

Artur Wnuk, przewodniczący Stowarzyszenia Reta

Referendum to święto demokracji, jeśli się odbędzie zamierzam wziąć w nim udział. W pewnym sensie to forma konsultacji społecznych, których jestem zwolennikiem.

Śledź nas

Social & newsletter

Logo stopka

© 2020 © Wszelkie prawa zastrzeżone

Search