Informacje

Informacje

Ognisko jeszcze płonie

Oprócz dziesiątek nagród i wyróżnień, Ognisku Pracy Pozaszkolnej w Mikołowie należy się jeszcze jeden tytuł - najbardziej zatłoczonej placówki kulturalnej. Ponad 500 uczestników zajęć i 48 zespołów gnieździ się na 200 metrach kwadratowych. Lepiej, przynajmniej na razie, chyba nie będzie.

O tym, że powiaty ziemskie są najsłabszym ogniwem administracji publicznej, piszemy od dawna. Życie dostarcza nam na to kolejnych dowodów. Z prośbą o opisanie sytuacji zgłosili się do nas rodzice uczestników zajęć w mikołowskim Ognisku Pracy Pozaszkolnej. Dzieci i młodzież garną się do tej placówki, ale muszą uważać, aby się przy tym nie stratować.

Dyrektor, niczym strateg na wojnie, tak planuje zajęcia poszczególnych grup, aby ich uczestnicy w dosłownym sensie nie wchodzili sobie na głowy.

W OPP trzeba ostrożnie otwierać drzwi, bo nigdy nie wiadomo, czy po drugiej stronie ktoś nie siedzi i nie zmienia sobie butów. Aby poprawić warunki tej placówki nie trzeba cudów ani wielkich nakładów. Ognisko, wraz z salami zajęciowymi i pomieszczeniami administracji, zajmuje parter budynku przy ulicy Miarki 9. Na pierwszym piętrze rozlokowali się urzędnicy mikołowskiego Zarządu Szkół i Przedszkoli. Wystarczy przenieść ich biuro w inne miejsce, a budynek oddać do dyspozycji OPP. Tylko tyle i aż tyle. W naszych warunkach tego pomysłu nie da się zrealizować. Ognisko jest placówką starostwa powiatowego. Zarząd Szkół i Przedszkoli podlega pod mikołowski magistrat. Dwa urzędy, dwa światy.

Aby dać oddech i stworzyć godziwe warunki OPP, obie instytucje musiałyby się dogadać.

- Z tego, co wiem, powiat nie ma pieniędzy, a ja nie mam w tej chwili miejsca w urzędzie, aby przenieść pracowników Zarządu Szkół i Przedszkoli. Chętnie oddam Ognisku Pracy Pozaszkolnej cały budynek, ale może to stać się w przyszłości, kiedy rozbudujemy nasz budynek na Kolejowej, a na Rynku zaadaptujemy poddasze. OPP dobrze współpracuje z naszym Miejskim Domem Kultury, to dobry sygnał i początek do dalszej integracji - mówi Stanisław Piechula, burmistrz Mikołowa.

Gdyby Ogniskiem zarządzał urzędnik z krwi i kości, machnąłby ręką, napisał sprawozdanie i odfajkował problem. Placówką kieruje jednak młody, skuteczny menager kultury, który widzi sens, w tym co robi.

- Musimy zapewnić dzieciom i młodzieży odpowiednie warunki do rozwijania i realizowania ich pasji. Przecież nie chcemy, aby ich charaktery kształtowała tylko ulica albo Internet - mówi Radosław Tarczoń, dyrektor OPP.

Dyrektor ma pełne wsparcie rodziców. W styczniu Rada Pedagogiczna skierowała pismo do starostwa powiatowego. Rodzice chcą, aby Ognisko Pracy Pozaszkolnej przekształcić w Młodzieżowy Dom Kultury. Wiązałaby się z tym nie tylko zmiana nazwy, ale wyższa ranga placówki i nowe możliwości organizacyjne. Starostwo odprawiło ich z kwitkiem.

W odpowiedzi podkreślono, że OPP działa w tej formule od 40 lat. Dla rodziców jest jasne, że to najwyższa pora, aby zreformować tę instytucji. Starostwo uznaje jednak, że skoro coś przetrwało 40 lat, to jeszcze trochę da sobie radę.

- Zarząd Powiatu Mikołowskiego zapewnia, że będzie czynić starania pozyskania nowej lokalizacji dla Ogniska Pracy Pozaszkolnej, gdyż obecna siedziba jest własnością Urzędu Miasta Mikołowa. W przypadku zmiany siedziby Ogniska Pracy Pozaszkolnej organ prowadzący rozważy wniosek Rady Pedagogicznej dotyczący przekształcenia placówki w Młodzieżowy Dom Kultury - pisze Marek Szafraniec, wicestarosta.

Przekładając urzędniczy slang na normalny język, z pisma wynika, że nowej siedziby nie będzie, bo starostwo generalnie nie ma kasy na nic, a OPP na pewno nie znajduje się na czele listy priorytetów.

W okręgu rybnickim znajduje się sześć tego typu placówek, w: Czerwionce, Rydułtowach, Radlinie, Rybniku, Wodzisławiu i Mikołowie. Nasza może pochwalić się największymi sukcesami. Od 2010 roku, OPP zdobyło w sumie 317 wyróżnień i nagród, w tym 12 w konkursach międzynarodowych i 20 ogólnopolskich. Placówka organizuje czas dla 500 dzieci i młodzieży. Z każdym rokiem przybywa grup zainteresowań. Można się tutaj nauczyć języków, tańczyć, śpiewać, malować, grać na instrumentach, nawet na ukelele. Takiej listy zasług nie mają na przykład w Rydułtowach, ale tamtejsze starostwo oddało na potrzeby OPP nowoczesny i funkcjonalny budynek.

Rodzice wybrali chyba zły klucz do rozmów z urzędnikami.

Odwoływanie się do misji, potrzeb dzieci i młodzieży, nie zawsze w tym środowisku trafia na podatny grunt. Być może należało użyć innych argumentów. 500 dzieci, to tysiąc rodziców. Dodając do tego przyjaciół rodzin oraz pełnoletnich podopiecznych, zainteresowanych pracą OPP może być nawet 2-3 tys. dorosłych osób. Taką liczbą można wygrać albo przegrać wybory.

Jerzy Filar

Śledź nas

Social & newsletter

Logo stopka

© 2020 © Wszelkie prawa zastrzeżone

Search