heading article

Informacje

Informacje

Ostatnia linia obrony

Oddala się perspektywa wydobywania węgla pod Orzeszem przez niemiecki konce rn. Chodzi nie tylko o protesty przeciwko tej inwestycji, ale także trudności formalne. Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska wciąż nie w ydał decyzji środowiskowej. Nie zapowiada się także na podpisanie umowy z Jastrzębską Spółką Węglową, a droga do orzeskich złóż ma prowadzić przez chodniki kopalni „Krupiński”.

Na razie niemiecki inwestor nie spuszcza z tonu. Jerzy Markowski, reprezentujący interesy grupy kapitałowej HMS Bergbau AG, podczas spotkań i konferencji zapewnia, że budowa ruszy i zakończy się sukcesem. Czasami pada nawet data 2018 rok. Można jedynie pogratulować optymizmu, bo nad niemiecką kopalnią gromadzą się chmury. Przede wszystkim, coraz bardziej nie chcą fedrowania sami orzeszanie, a zwłaszcza mieszkańcy dzielnic: Królówka, Zgoń i Woszczyce. Banerów z hasłami protestacyjnymi jest tutaj więcej niż plansz reklamowych. Do Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska wpłynęło z Orzesza prawie 500 uwag i zastrzeżeń do planów wydobywczych. Część z nich pochodzi od samorządowców i organizacji jak „Zielone Orzesze”, ale większość przygotowali sami mieszkańcy.

To jeden z powodów, dla których RDOŚ przesunął datę ogłoszenia decyzji środowiskowej na 30 września.

Przed niemieckim inwestorem stoi więcej problemów. Jednym z atutów nowej kopalni miała być jej mała „inwazyjność”. Zamiast budować nowe szyby, planowano dostać się do orzeskich złóż przez kopalnię „Krupiński”. Teraz okazuje się, że były to deklaracje na wyrost. Oczywiście, trudno posądzać o rzucanie słów na wiatr tak doświadczonego polityka i biznesmena, jak były wiceminister Jerzy Markowski. Pierwsze zapowiedzi o fedrowaniu pod Orzeszem pojawiły się w innej rzeczywistości politycznej, kiedy rządziła koalicja PO-PSL. Skoro Markowski mówił o wykorzystaniu „Krupińskiego” to znaczy, że ktoś ważny zapewnił go o takiej możliwości. Teraz sytuacja wygląda inaczej. Rząd PiS zdaje sobie sprawę z problemów Jastrzębskiej Spółki Węglowej, ale oddanie państwowej kopalni Niemcom jest ostatnią rzeczą na którą pozwoli rząd Beaty Szydło. W bardziej układnym tonie takie sygnały płyną też z Zarządu JSW. Środowiska górnicze, biznesowe i polityczne żyją też jeszcze jedną informacją, którą trudno potwierdzić, ale powtarza ją zbyt wiele poważnych osób, aby włożyć ją między bajki.

Podobno istnieją plany wykorzystania nie tylko kopalni „Krupiński”, ale także „Bolesław Śmiały”.

Chodzi głównie o szyby wentylacyjne, które mogłyby zostać wykorzystane do wietrzenia nowej kopalni. Coś może być na rzeczy, ponieważ ta kwestia pojawiła się na stronie internetowej inwestora. Ktoś zapytał o szyby wentylacyjne w Orzeszu. Oto odpowiedź: „... Nie, szyb wentylacyjny nie powstanie w Królówce, Zgoniu ani Woszczycach. Uniemożliwia to uskok, który stanowi granicę eksploatacji złoża i wyłącza praktycznie rejon Królówki z obszaru wydobycia węgla. Celem strategicznym inwestora jest uniknięcie budowy nowego szybu wentylacyjnego. Jeśli będzie jednak konieczne postawienie nowego szybu, to nie będzie on zlokalizowany w północnej części złoża „Żory-Suszec 1”, obejmującej Woszczyce, Królówkę i Zgoń”.

„Bolesław Śmiały” jest małą, ale niesprawiającą większych problemów kopalnią. Kłopoty pojawią się za 16 lat, kiedy skończą się możliwości fedrowania na obecnych polach wydobywczych. Aby „Bolek” mógł dalej fedrować, ktoś musi zainwestować. Nie można wykluczyć, że ktoś na zacisznych, polityczno-biznesowych salonach wpadł na pomysł, aby znaleźć inne rozwiązanie dla łaziskiej kopalni.
Tak czy inaczej do fedrowania pod Orzeszem jest teraz dalej, niż rok temu. Nawet jeżeli inwestor pokona wszystkie przeszkody formalne, pozostanie mu zmierzyć się z ostatnią linią obrony, czyli mieszkańcami Królówki, Zgonia i Woszczyc.

Jerzy Filar

Śledź nas

Social & newsletter

Logo stopka

© 2020 © Wszelkie prawa zastrzeżone

Search