Informacje

Informacje

Zaklęte rewiry?

Previous Next

Po artykule o budynku nr 24 przy ulicy Mickiewicza w Mikołowie, którego lokatorzy chcą wykupić mieszkania na własność, ale miasto się nie zgadza, zadzwonili do nas mieszkańcy tego osiedla. Sugerowali, aby zająć się szerzej „Mickiewiczem”, bo kwestie własnościowe mieszkań nie są jedynym problemem tego osiedla. Pojechaliśmy, porozmawialiśmy z ludźmi. Jedno wiemy na pewno. Osiedle Mickiewicza zasługuje na większe zainteresowanie ze strony władz miasta.

Osiedle Mickiewicza często trafia na nasze łamy. Kilka miesięcy temu pisaliśmy o budynkach, których mieszkańcy nie mogą doprosić się usunięcia azbestu. Administrujący osiedlem Zarząd Gospodarki Lokalowej nie ma własnych środków i nie potrafi pozyskać środków zewnętrznych na ten cel. Miesiąc temu pisaliśmy o innej sprawie, która niezałatwiona ciągnie się od kilkunastu lat. Mieszkańcy budynku nr 24 chcą wykupić swoje mieszkania, ale miasto się nie zgadza. To nie jest problem jednostkowy. Nie ma mowy o wykupieniu mieszkań także, m.in. w budynku nr 8, choć jego mieszkańcy mają dosyć administrowania przez ZGL. Jedna z naszych rozmówczyń za 60-metrowe mieszkanie płaci 744 zł czynszu. Podobne stawki obowiązują na przykład na katowickim osiedlu Paderewskiego, choć komfort życia w obu tych miejscach jest nieporównywalny. Choć mieszkańcy płacą dużo, w zamian od zarządcy nie dostają praktycznie nic. Do budynku nr 8 wchodzi się, jak do stodoły, bo nie działa domofon. Od ścian ciągnie wilgoć, ponieważ nigdy nie przeprowadzono remontu elewacji, choć budynki mają po kilkadziesiąt lat.

W cenie czynszu są także dodatkowe „atrakcje”. W pobliskich krzakach bezdomni urządzili sobie noclegownię pod chmurką. W ciepłe dni i noce odbywają się tam libacje w mieszanym, męsko-damskim towarzystwie. Tuż pod oknami znajduje się dzikie, niezabezpieczone, zarośnięte chaszczami przejście przez tory kolejowe. Nikogo, miasta ani PKP nie interesuje, że pod pociąg mogą wpaść, m.in. dzieci biegające między blokami. Jedna z naszych rozmówczyń jeździ ze swoją trzyletnią córką na plac zabaw do Łazisk Górnych, w pobliżu basenu „Żabka”. Na osiedlu Mickiewicza, jak relikt czasów PRL, między blokami sterczy piaskownica, która służy jako miejsce spotkań towarzyskich. Na plac zabaw w pobliżu Urzędu Skarbowego matki boją się wypuszczać dzieci.

- Plac nie jest ogrodzony, a leży w pobliżu ruchliwej ulicy, którą jeżdżą klienci i pracownicy „skarbówki”. Nieraz z piskiem opon hamuje tutaj samochód, ponieważ przed maskę wybiega dziecko - skarży się nasza rozmówczyni.

Mieszkańcy „Mickiewicza” narzekają, że wokół ich osiedla tworzy się w Mikołowie zła atmosfera, choć na to nie zasłużyli. Mają pretensje do władz miasta, że ich osiedle pogrąża się w ruinie, choć inne pięknieją, jak na przykład os. Grunwaldzkie.

- Bywały sytuacje, że mój syn wracał ze szkoły z płaczem, bo koledzy śmiali się z niego, że mieszka w slumsach - mówi ojciec gimnazjalisty, prowadzący własną firmę. Jego żona pracuje w koncernie energetycznym. Takich rodzin jest wiele. Stać ich na wyprowadzenie się z osiedla Mickiewicza, ale nie chcą. Zostaną na osiedlu, ale pragną zmian. I zapowiadają, że te zmiany wywalczą.
Jan Ostoja

Śledź nas

Social & newsletter

Logo stopka

© 2020 © Wszelkie prawa zastrzeżone

Search