Wszystkie

Poważnie podchodzimy do tegorocznych wyborów samorządowych

Rozmowa ze Zbigniewem Domżalskim, Przewodniczącym Porozumienia dla Rudy Śląskiej.

- Podsłuchałem niedawno opinię, że po listopadowych wyborach samorządowych Pan, „za karę”, powinien zostać prezydentem Rudy Śląskiej.
- Za karę?!

- Wielu wyborców z 2010 roku czuje się rozczarowanych rządami Grażyny Dziedzic. Jakby na to nie spojrzeć, Pan był pomysłodawcą tej kandydatury, autorem programu „Odnowy” i mózgiem zwycięskiej kampanii wyborczej.
- Bądźmy poważni i traktujmy się jak dorośli ludzie. Nie jest moją winą, że prezydent Grażyna Dziedzic przestała realizować program Porozumienia dla Rudy Śląskiej. To był i jest dobry plan wyrwania naszego miasta z rozwojowej stagnacji i przywrócenia mu należnej pozycji w regionie. Mogę się jedynie domyślać, dlaczego prezydent Dziedzic odstąpiła od realizacji obietnic wyborczych, ale nie zamierzam tych spraw komentować publicznie.

- Wystartuje Pan w wyborach?
- Wolałbym odpowiedzieć na pytanie, czy Porozumienie jest przygotowane do wyborów? Tak, jesteśmy. Rozmawiamy z osobami, które chcą ubiegać się o mandat radnego. Mamy kandydatów na radnych i troje rudzian, którzy nie boją się podjęcia największego wyzwania i są gotowi walczyć o urząd prezydenta.

- W wywiadzie dla telewizji Sfera powiedział Pan, że bierzecie także pod uwagę kandydaturę Michała Pierończyka, obecnego wiceprezydenta miasta. To jakiś żart?
- Dlaczego żart? Zarząd Porozumienia rozważa różne kandydatury. Michał jest nadal naszym członkiem, opłaca składki, ma duże doświadczenie w pracy samorządowej. Już podczas poprzednich wyborów braliśmy pod uwagę jego kandydaturę.

- Wróćmy do pytania. A Pan?
- Nigdy nie uciekam od odpowiedzialności, ale uważam, że w polityce, poza realizacją programu dla mieszkańców, najważniejsza jest skuteczność. Porozumienie rozmawia z innymi ugrupowaniami politycznymi i społecznymi na temat wspólnego, silnego kandydata. Jeżeli te rozmowy nie przyniosą rezultatu, to wtedy wystawimy kandydata w wyborach prezydenckich. Kto nim będzie, takiej decyzji jeszcze nie ma.

- Jak Pan ocenia sytuację miasta w ostatnim roku kadencji?
- Martwię się finansami miasta. Grażyna Dziedzic chce zaciągać kredyty, choć nadmierne zadłużanie Rudy Śląskiej było jej głównym argument w walce z Andrzejem Stanią. To prawda, że poprzedni prezydent też zadłużał miasto, ale były z tego konkretne efekty. Powstały „twarde” inwestycje, jak na przykład nowa infrastruktura kanalizacyjna, budownictwo mieszkaniowe, Inkubator Przedsiębiorczości, Śląski Park Technologiczny, zbrojenie terenów pod usługi, czy też plac Jana Pawła II, za który dostaliśmy częściowy zwrot pieniędzy z Urzędu Marszałkowskiego.

- Prezydent Dziedzic twierdzi, że nie inwestuje, ponieważ oddłuża miasto.
- Teoria o oddłużaniu miasta jest fikcją, skrojoną na potrzeby mediów, które muszą to publikować albo chcą, zachęcone współpracą reklamową z magistratem. Oddłużać chciał także Andrzej Stania. Nowa władza nie wymyśliła w tej materii nic nowego. Miasto jest silne nie wtedy, kiedy ma zerowy poziom zadłużenia, ale kiedy się rozwija, buduje, inwestuje, tworzy miejsca pracy, uzbraja tereny, daje impuls do rozwoju lokalnym przedsiębiorcom i zachęca do inwestycji również firmy zewnętrzne.

- Podczas spotkań z mieszkańcami prezydent często mówi o „swoich” radnych, mając na myśli jedenastkę, która stanowi jej zaplecze w Radzie Miasta. Jak Pan ocenia, tak „własnościowe” relacje w samorządzie?
- To jest ośmieszanie samorządu, z przykrością się tego słucha. Dziwię się tylko radnym, którzy godzą się na takie traktowanie. Radnych wybierają mieszkańcy i tylko oni mają do nich prawo „własności”, jeżeli już musimy się posługiwać takimi kategoriami. Przekonywanie mieszkańców, że tylko 11 radnych dba o ich interesy jest obłudą.
Jerzy Filar

Social & newsletter

Logo stopka

© 2020 © Wszelkie prawa zastrzeżone

Search