Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 25 maja 2024 15:25
PRZECZYTAJ!
Reklama

Demokracja lokalna w naszym powiecie kuleje i coś z tym trzeba zrobić

Poza wynikiem, o zbliżających się wyborach samorządowych wiemy już wszystko i nie jest to wiedza optymistyczna. Na tle innych miast i gmin wypadamy zawstydzająco słabo, jeśli chodzi o kandydatów do najważniejszych urzędów. Być może zdolnych i ambitnych ludzi odstraszają słabe zarobki w urzędach. Chyba, że jest inna przyczyna. Lokalne układy są tak mocno zabetonowane, że nowi nie mają szans aby się przebić.
Demokracja lokalna w naszym powiecie kuleje i coś z tym trzeba zrobić

Zarobki w samorządzie są słabe. Burmistrzowie i wójtowie zarabiają mniej, niż kierownicy w spółkach Skarbu Państwa, a przecież nie da się porównać zakresu ich odpowiedzialności i obowiązków. Diety radnych też nie powalają na kolana. Mimo tego, zasiadanie w instytucjach samorządowych też ma swoje plusy. Władza, nawet lokalna, daje przywileje i prestiż. Może też stać się odskocznią do dalszej kariery na salony katowickie, warszawskie albo brukselskie. Nie można również wykluczyć, że ktoś idzie po władzę w gminie, bo chce w swoim najbliższym otoczeniu zmienić coś na lepsze. Są w naszym regionie miejscowości, gdzie o najważniejszy stołek walczy po 7 kandydatów. I nie chodzi tylko o duże miasta, ale także małe miejscowości i gminy wiejskie.

Niestety, powiat mikołowski mocno odstaje od tych standardów.

Na stronie Państwowej Komisji Wyborczej są informacje o wszystkich kandydatach. Proszę tam wejść i porównać. Dlaczego u nas ludzie nie garną się do władzy? Być może żyje im się na tyle dobrze, że nie widzą potrzeby zmian. Być może ci najbardziej aktywni i przedsiębiorczy gardzą niskimi zarobkami, a społeczny prestiż nie jest im potrzebny. Jest też trzecia możliwość. W powiecie mikołowskim grupy trzymające władzę zabetonowały się na tyle mocno, że nowym graczom trudno jest zrobić wyłom w tej fortecy.

Przedwyborczy przegląd zacznijmy od najbardziej kuriozalnej sytuacji.

W Wyrach wójtem chce zostać tylko Joanna Pasierbek-Konieczny, przewodnicząca Rady Gminy. Jej największy konkurent Adam Myszor zrezygnował z rywalizacji, ponieważ otwiera się przed nim kariera w sądownictwie, chociaż tak do końca samorządu nie odpuszcza o czym przeczytacie w wywiadzie na str. 31. Dla wyrskiej demokracji lokalnej nie wygląda to jednak dobrze. Dlaczego wszystko kręci się tam wokół Pasierbek i Myszora? Dla przykładu w powiecie bieruńsko-lędzińskim są Bojszowy i Chełm Śląski, gminy pod prawie każdym względem podobne do Wyr. Prawie, ponieważ tam ludziom chce się działać w samorządzie, a u nas nie. W Bojszowach o stanowisko wójta powalczy troje kandydatów, a w Chełmie Śląskim aż pięcioro. W Wyrach, Joanna Pasierbek-Konieczny zmierzy się sama z sobą i - wbrew pozorom - nie jest to dla niej komfortowa sytuacja. Część mieszkańców pomyśli, że nie ma po co iść do głosowania, skoro wszystko jest jasne. Znajdą się też tacy, którzy z różnych powodów nie zagłosują na tę konkretną kandydatkę, a w efekcie Joanna Pasierbek-Konieczny może uzyskać gorszy wynik, od jej faktycznego poparcia w gminie. Dobrze, że przynajmniej jedna osoba chce wziąć odpowiedzialność za rozwój Wyr. Honor gminy został uratowany, ale uczucie niedosytu i rozczarowania pozostało. 

W Ornontowicach zmierzy się dwóch doświadczonych samorządowców. Z wójtem Marcinem Kotyczką powalczy Tadeusz Zientek, radny pięciu kadencji. Oznacza to, że władza - tak czy owak - trafi w doświadczone ręce, ale dziwić może bierność pozostałych, ornontowickich środowisk. W Łaziskach Górnych też zmierzy się dwóch kandydatów, ale stawka jest ciekawsza, a na pewno bardziej malownicza. Wieloletniemu burmistrzowi Aleksandrowi Wyrze jako jedyny rzucił rękawicę Sebastian Reinhold Handÿ-Fischer, kandydat Ruchu Autonomii Śląska. I chwała mu za to. Inni - jak środowiska zbliżone do Platformy Obywatelskiej - poukładali się z burmistrzem. Są też tacy, którzy się go ewidentnie boją. Prawo i Sprawiedliwość od lat narzeka na Wyrę, ale nie ma odwagi mu stawić czoła w wyborczej walce. Kandydat RAŚ nie jest faworytem, ale startuje i walczy. Bez względu na wynik będzie w gronie zwycięzców.

Podobnie jest Mikołowie, ale nie do końca.

Stanisław Piechula ma tylko jedną przeciwniczkę, ale nie może jej zlekceważyć. Dorota Pytel przyciąga sympatię środowisk, które mogą czuć się rozczarowane obecnym burmistrzem. Sam Piechula ułatwił jej sprawę, ze względu na swój polityczny radykalizm. Trudno w naszym regionie znaleźć burmistrza czy prezydenta, który równie zaciekle atakowałby PiS, na który podczas październikowych wyborów głosowało prawie 28 proc. mikołowian. To są ludzie, którzy stanowią spory i naturalny elektorat Doroty Pytel. Nie dlatego, że ją polubili, lecz z tego powodu, że nie lubią Stanisława Piechuli. Na Trzecią Drogę głosowało w Mikołowie 17 proc. wyborców, a na Lewicę i Konfederację po 6 proc. Lokalni liderzy tych partii żadnemu z kandydatów nie udzielili oficjalnego poparcia. Stanisław Piechula upolitycznił swoje rządy i dlatego sięgnęliśmy po wyniki wyborów parlamentarnych. Burmistrz na pewno może liczyć na prawie 38 proc. mikołowskich wyborców Platformy Obywatelskiej. Pamiętajmy jednak, że do zwycięstwa potrzeba ponad 50 proc. Dorota Pytel nie musi niczego udowadniać. Stanisław Piechula walczy o przetrwanie układu, który misternie budował przez osiem lat. 

Najwięcej kandydatów, bo „aż” trzech startuje w Orzeszu.

Stawka wygląda ciekawie. Tytułu broni Mirosław Blaski, ale konkurencję ma silną. Mariusz Oleś jest znany i rozpoznawalny nie tylko w swoim mieście dzięki klubowi Niepokorni i Orzeskiej Grupie Poszukiwawczo-Ratowniczej. Najmłodszy z nich, 32-letni Mateusz Szweda może z kolei przyciągnąć do siebie prawicowy elektorat i swoich rówieśników, bo zazwyczaj młodzi lubią głosować na młodych. 

Wisienką na wyborczym torcie będzie bój o fotel starosty. To najważniejsze stanowisko w powiecie. Niestety nie jest obsadzane w wyniku wyborów powszechnych. Z drugiej strony dla mediów tak jest nawet lepiej, ponieważ jest o czym pisać. Po wyborczych rozstrzygnięciach 7 kwietnia wszystkie polityczne siły, które ulokowały swoich ludzi w radzie powiatu, ruszą do zakulisowych negocjacji, aby wybrać starostę. Na nieformalnej giełdzie nazwisk faworytem jest Mirosław Duży. Obecny starosta nie może jednak spać spokojnie, bo w polityce granica między sojusznikami i rywalami jest tak płynna, że prawie niewidoczna. 

Jerzy Filar 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
PRZECZYTAJ
Reklama
Reklama
Reklama