Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 15 czerwca 2024 08:57
PRZECZYTAJ!
Reklama

Michał Kopański, wicewojewoda śląski z Wyr: musimy przekonać mieszkańców i inwestorów, że na Śląsku warto żyć i robić interesy.

Dla naszego regionu potrzebny jest plan ponad politycznymi podziałami i z udziałem władz wszystkich szczebli, poczynając od rządu, a na śląskich gminach kończąc.
Michał Kopański, wicewojewoda śląski z Wyr: musimy przekonać mieszkańców i inwestorów, że na Śląsku warto żyć i robić interesy.

- Powoli mija pół roku od kiedy objął Pan urząd wicewojewody śląskiego. Jak idzie wdrażanie się na nowym stanowisku?

- Ten czas nie mija powoli i trudno mówić o jakieś taryfie ulgowej związanej z „wdrażaniem” się na nowym stanowisku. Żyjemy w trudnych i skomplikowanych czasach. Na administracji publicznej ciąży coraz większa odpowiedzialność i konieczność podejmowania trudnych decyzji. Tempo pracy jest naprawdę duże. Mam trzy telefony i ciągle ktoś dzwoni. 

- Co sprawia tyle problemów?

- Nie będę mówił o sprawach oczywistych, jak skutki pandemii, inflacji czy trwającej wciąż wojny. To są problemy całej Europy, choć Polska, a zwłaszcza Śląsk, który jest największym regionem górniczym w Unii Europejskiej, jest najbardziej narażony na negatywne konsekwencje transformacji energetyczno-gospodarczej. Nasz region ma też swoje, indywidualne problemy, z którymi musi się zmierzyć.

- Co Pan ma na myśli?

- Przede wszystkim kryzys demograficzny. Śląsk wyludnia się szybciej, niż inne regiony i jest to ogromny problem rozwojowo-cywilizacyjny. Nasz region ma olbrzymi potencjał gospodarczy, infrastrukturalny, technologiczny, ale ten mechanizm trzeba naoliwić, czyli uruchomić także potencjał ludzki. Z tym jest niestety coraz gorzej. Jest to jedno z dwóch najważniejszych wyzwań, z jakimi musimy się uporać. Potrzebny jest plan ponad politycznymi podziałami i z udziałem władz wszystkich szczebli, poczynając od rządu, a na śląskich gminach kończąc. Śląsk musi przyciągać. Musimy stworzyć z naszego regionu miejsce dobre do życia, wypoczynku i spełniania zawodowych ambicji.

- A drugie z wyzwań?

- Drugie wyzwanie nierozerwalnie wiąże się z pierwszym. Odnotowujemy niepokojący spadek inwestycyjnego zainteresowania Śląskiem. Przez całe dekady nasz region, obok Warszawy, był gospodarczo-innowacyjną lokomotywą rozwoju Polski. Teraz spadliśmy na piąte miejsce, bo daliśmy się wyprzedzić także Wrocławowi, Krakowowi i Trójmiastu. To bardzo niepokojąca tendencja, zwłaszcza że gospodarka coraz bardziej się globalizuje. Musimy rywalizować nie tylko z innymi regionami Polski, ale także poradzić sobie z agresywną konkurencją z Chin. To jest trudne zadanie, ale wykonalne. Reasumując, jeśli chcemy aby Śląsk nie stracił marki i konkurencyjności musimy mieszkańców i inwestorów przekonać do tego, że 
w naszym regionie warto żyć i robić interesy.

- Wspomniał Pan, że w najważniejszych sprawach musimy działać ponad politycznymi podziałami. Proszę się nie obrazić, ale takie słowa brzmią trochę naiwnie. Żyjemy przecież w Polsce. Od 2005 roku, kiedy Tusk pokłócił się z Kaczyńskim, podziały polityczne są u nas prawidłowością, jak pory roku w przyrodzie.

- Nie jestem naiwny, za to Pan trochę dramatyzuje. Życie nie kręci się tylko wokół sporu między PiS a PO. Projekt Polski 2050 Szymona Hołowni jest dowodem na to, że można wyjść z tej politycznej, dwubiegunowej bańki.

- Moim zdaniem Polska 2050 i cała Trzecia Droga tkwi w tej bańce opowiadając się po jednej ze stron sporu.

- Myli Pan dwie rzeczy. Trzecia Droga, jak sama nazwa wskazuje, jest propozycją alternatywną wobec głównych antagonistów polskiej sceny politycznej, co nie znaczy, że funkcjonujemy w próżni. W niewielu europejskich państwach partie mogą rządzić samodzielnie. Do skutecznego sprawowania władzy potrzebne są koalicje. To, że KO, Lewica i Trzecia Droga utworzyły wspólny rząd nie oznacza, że zrezygnowały z własnych poglądów i tożsamości ideowej. To nie jest też - jak Pan sugeruje - wspólny front w politycznej wojnie czy jakaś krucjata przeciwko PiS. W cywilizowanych państwach rządzą koalicje, bo tak jest lepiej dla demokracji. Partnerzy się nawzajem pilnują, czasami sprzeczają, ale mają wspólny cel, który realizują. Na tym właśnie polega polityka. Jesteśmy w koalicji partii demokratycznych nie z nienawiści do PiS, ale z przekonania, że ta partia popełniła przez ostatnie osiem lat zbyt wiele błędów, aby dawać jej jeszcze szanse na rządzenie.

- Co w takim razie różni Trzecią Drogę od Koalicji Obywatelskiej?

- Koalicja skręca w lewo, a my na pewno nie pójdziemy tą drogą. Jesteśmy partią środka, racjonalnego centrum.

- Podoba wam się Rafał Trzaskowski walczący z krzyżami?

- Walka z kościołem i religią jest ostatnią rzeczą, na której zależy Polsce 2050.

- Wróćmy na koniec na lokalne podwórko. Rozmawiamy na łamach „Naszej Gazety”, bo jest Pan stąd, z powiatu mikołowskiego. Gdyby Pan był np. z Zabrza albo Piekar, nigdy nie prosilibyśmy o rozmowę. Dlatego też musimy zadać to pytanie: co Pan może zrobić dobrego dla naszego powiatu?

- Pytanie jest trochę populistyczne, bo wiadomo, że walka o lokalne interesy toczy się głównie w Sejmiku Samorządowym Województwa Śląskiego. Urząd Wojewódzki jest strukturą administracji państwowej. Inne są możliwości i inne kompetencje, co nie znaczy, że nie reaguję na interwencje naszych samorządowców i mieszkańców. Mieszkam przy DW 928 i na własnej skórze doświadczam utrudnień, jakie powoduje remont tej drogi. Podobnie jak Czytelników „Naszej Gazety” zelektryzowała mnie informacja, że wykonawca remontu chciał na trzy miesiące wyłączyć z ruchu odcinek z Gostyni do Kobióra. Przyłączyłem się do protestu przeciwko tej decyzji. Interweniowałem w instytucjach odpowiedzialnych za drogi, o wsparcie poprosiłem także posła Łukasza Osmalaka, który ma swoje możliwości skutecznego reagowania. Presja okazała się skuteczna. Droga nie zostanie zamknięta.

- Za kilka dni wybory do Parlamentu Europejskiego. Na kogo Pan odda głos?

- Odpowiedź jest oczywista. Łukasz Osmalak jest moim przyjacielem od lat i mam do niego pełne zaufanie. Ale to nie są najważniejsze argumenty. Łukasz Osmalak jest mieszkańcem powiatu mikołowskiego. Najpierw jako radny, a później poseł tej ziemi, udowodnił, że potrafi skutecznie działać 
i walczyć o nasze interesy. Sprawdza się w Warszawie, da sobie radę także w Brukseli. 

Rozmawiał Jerzy Filar 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
PRZECZYTAJ
Reklama
Reklama
Reklama