Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 15 czerwca 2024 09:42
PRZECZYTAJ!
Reklama

Izabela Kloc: bitwa o metan pokazała, że w Unii Europejskiej można skutecznie walczyć o śląskie sprawy

Izabela Kloc: bitwa o metan pokazała, że w Unii Europejskiej można skutecznie walczyć o śląskie sprawy

- Metan zszedł już z pierwszych stron gazet, ale sprawa nie jest zamknięta. O finalnym kształcie rozporządzenia metanowego wkrótce zdecyduje tzw. Trilog, czyli ustalenia trzech unijnych instytucji: Rady, Komisji i Parlamentu. Czy wywalczone, m.in. przez Panią, korzystne dla Polski ustalenia są zagrożone?

- W Unii Europejskiej niczego nie należy być pewnym, bo zawsze istnieje zagrożenie, że ktoś rzutem na taśmę spróbuje jeszcze wprowadzić poprawki. Na szczęście najbardziej zradykalizowana instytucja, jaką jest Parlament Europejski, przyjęła stanowisko, które jest korzystne dla Polski.

- Publikacjom na ten temat towarzyszy wiele danych liczbowych i technicznych, które powodują, że czytelnikom może uciec istota problemu. Czy o metanie nie można mówić prostszym językiem?

- Można o metanie mówić prosto choć podstawowe dane techniczne warto znać, aby zrozumieć jaki bat na polskie górnictwo szykowała Bruksela. W większości naszych kopalń występuje bardzo wybuchowy gaz - metan. W trosce o życie i zdrowie górników trzeba go usuwać z pokładów wydobywczych. Metan jako gaz cieplarniany nie jest neutralny dla środowiska, ale wiele polskich instytutów badawczych i naukowych pracuje nad coraz lepszymi technologiami jego eliminacji i zagospodarowania. Nasze górnictwo dostosowuje się do wymogów unijnej polityki klimatycznej, ale są to procesy wymagające pieniędzy i czasu...

- I wtedy wkroczyła Unia Europejska, która chce wprowadzić Zielony Ład w tempie „Blitzkrigu”. 

- Zgadza się. W naszych kopalniach wydobyciu 1000 ton węgla towarzyszy emisja kilku, a w niektórych wypadkach kilkunastu ton metanu. Komisja Europejska uznała, że jest to za dużo i postanowiła ograniczyć emisję metanu jedynym znanym sobie sposobem, czyli poprzez narzucenie systemu limitów i kar. Bruksela zaproponowała, aby dopuszczalny próg wyniósł... pół tony metanu na tysiąc ton węgla! Oznaczałoby to katastrofę dla polskiego górnictwa, bo ze względów technologicznych nie jesteśmy w stanie sprostać takim wymaganiom. Oczywiście, ten pomysł spodobał się znacznej części posłów do Parlamentu Europejskiego. Jednym słowem prace nad rozporządzeniem metanowym zaczęły się dla śląskiego górnictwa bardzo źle.

- Ale wszystko skończyło się happy endem!

- Ale droga do sukcesu nie była łatwa. Walkę o korzystne dla Polski rozwiązania rozpoczęliśmy dwutorowo. Bardzo dobrą robotę wykonał rząd Mateusza Morawieckiego. Polskiej stronie udało się „zmiękczyć” stanowisko Rady Unii Europejskiej, która zgodziła się na limit 5 ton metanu na 1000 ton węgla. To był ważny, pierwszy krok na drodze do celu, ale nie oznaczający końca negocjacji. Tymczasem część polityków i publicystów w Polsce odtrąbiła już sukces. To było niepotrzebne, bo utrudniło pracę nam, posłom do Parlamentu Europejskiego zaangażowanym w uzyskanie dobrych zapisów dla Polski. Pojawiła się groźba, że część europosłów usztywni swoje stanowisko podczas głosowania nad rozporządzeniem metanowym.

- Jak udało się ich przekonać, aby nie głosowali przeciwko Polsce?

- Postanowiłam nie traktować sceptycznych europosłów jak wrogów, ale jak polityków, którzy po prostu mało wiedzą o prawdziwych problemach Śląska i górnictwa. Wykorzystywałam każdy moment na rozmowy o metanie i czasami miałam szczęście. Na przykład Mohammeda Chahima, wpływowego przedstawiciela grupy socjalistów, spotkałam kiedyś przypadkowo na brukselskiej starówce. Zaczęliśmy towarzysko rozmawiać, najpierw o błahostkach, a później o metanie. Od tamtej pory ten niderlandzki europoseł nadał mi pseudonim „madame methane”, co w jego ustach odbieram jako komplement. Wiele też dały rozmowy z niemieckim kontrsprawozdawcą rozporządzenia metanowego z ramienia Grupy Socjalistów i Demokratów Jensem Geierem. Początkowo był sceptycznie nastawiony, ale w końcu dał się przekonać, że trzeba wykazać więcej empatii i solidarności wobec mieszkańców regionów górniczych, bo oni płacą najwyższą cenę za politykę klimatyczną Unii Europejskiej. Rozmawiałam też z Juttą Paulus z niemieckiej grupy Zielonych, która była sprawozdawcą rozporządzenia metanowego i zwolenniczką najbardziej radykalnych rozwiązań. Mówiłam jej, że nie wolno igrać z górnikami i opowiedziałam, jak przed moim biurem poselskim związkowcy wysypali węgiel. Była zszokowana tą historią. Setki rozmów, dziesiątki spotkań, cierpliwe tłumaczenie, że Śląsk nie jest przeciwko transformacji energetycznej, ale potrzebuje czasu - ta praca dała efekty. Parlament Europejski zgodził się na 5 ton metanu na 1000 ton węgla. Była to oferta dziesięć razy lepsza, niż wyjściowa propozycja Komisji Europejskiej.

- Metan udało się obronić, ale na horyzoncie pojawił się węgiel koksowy i starania, aby został utrzymany na liście surowców krytycznych Unii Europejskiej. Z ramienia Europejskich Konserwatystów i Reformatorów jest pani kontrsprawozdawcą raportu na temat surowców krytycznych. 

- Komisja Europejska wprawdzie utrzymała na liście surowców krytycznych węgiel koksowy, ale to jest dopiero część sukcesu. Rozporządzenie trafi teraz do Parlamentu Europejskiego, gdzie zieloni i socjaliści wciąż tworzą wpływową większość. Oznacza to, że obrońców węgla koksowego w Polsce i Europie czeka jeszcze niejedna batalia. Ale to już jest chyba temat na osobną rozmowę...

Rozmawiał: Jan Ostoja

 

Izabela Kloc, poseł do Parlamentu Europejskiego ze Śląska, członek komisji Przemysłu, Badań Naukowych i Energii (ITRE). Z ramienia grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów kontrsprawozdawca projektów rozporządzeń dotyczących, m.in. metanu i surowców krytycznych. 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
PRZECZYTAJ
Reklama
Reklama
Reklama